I wanna new me…
…let’s make it happen…Archiwum dla marzec, 2008
where do i begin…
obserwacja samej siebie to całkiem ciekawe przeżycie… szczególnie jak niektóre klocki zaczynają składać się w całość albo jest ktoś kto pomaga interpretować to co się pojawia… i nagle okazuje się, że mało rzeczy jest przypadkowych na tym świecie… że wszystko czemuś służy, do czegoś prowadzi i dzieje się z jakiegoś powodu… oczywiście to wszystko jest kwestią wiary i mniej racjonalnego pojmowania świata… dla mnie to coś nowego bo jednak do tej pory racjonalność była (jest) najważniejsza w moim postępowaniu… każde właściwie słowo, zdanie przestudiowane… każde działanie poprzedzone analizą… w sumie analiza i wnioski to jest to czym się na codzień zajmuję… w życiu prywatnym większość rzeczy muszę mieć zaplanowane… każda “aktywność” zapisana w kalendarzu… nawet piątkowe piwo z przyjaciółkami… oczywiście w moim przypadku nie jest to pozbawione sensu – zdarzało mi się umawiać z dwiema osobami na ten sam wieczór (z wrażeniem z tyłu głowy, że już coś chyba się wtedy dzieje innego). Teraz w kalendarzu zaznaczone są weekendy kiedy mam szkołę, spotkania z klientem, z mediami, wyjścia wieczorne… pozwala to uniknąć umawiania się w dwóch różnych miejscach ale jest też dokumentacją przeszłości…
czasami sobie myślę, że chciałabym być spontaniczna, beztroska… to jest to czego zazdroszczę np. Ani… ale z drugiej strony sobie myślę, że ja po prostu inaczej działam… lubię planować… i nie lubię jak potem ktoś ode mnie wymaga, żebym w ramach ćwiczenia spontaniczności i korzystania z życia rezygnowała z tych planów… wtedy pewnie pojawiają się pod moim adresem jakieś pretensje… ale cóż, ja mam prawo do tego, żeby sobie planować swoje wieczory i weekendy, prawda? i nawet jeżeli na weekend mam zaplanowane leżenie w łóżku… bo bywają dni kiedy bardzo mi tego brakuje i bardzo mi teg o potrzeba… kiedyś jeszcze na studiach, kiedy uczyłam się głównie nocami po pewnym czasie nie chciało mi się już spać ale właśnie tego, żeby sobie poleżeć
śniło mi się wczoraj, że wyjeżdżałam gdzieś i zgubiłam bilet lotniczy razem z paszportem… oczywiście zamieszanie, nerwy, złość itd… pomyślałam, że oczywiście jest to związane z tym, że rzeczywiście planuję wyjazd – do Londynu pod koniec maja i jestem na etapie podejmowania decyzji kupować bilety czy jeszcze trochę poczekać… dzisiaj dowiedziałam się, że może być jeszcze inne znaczenie… zgubione dokumenty i konieczność wyrobienia nowych mają oznaczać tworzenie nowej tożsamości… nazwa mojego bloga i interpretacja snu są nieco zbieżne, prawda? może to jest właśnie dowod na ten brak przypadku w życiu…
what kind of fool am i…
dzisiaj mieliśmy zajęcia z panią Krystyną Kaszubą, legendą na polskim rynku magazynów… opowiadała nam o swojej pracy przy Twoim Stylu, w Edipressie i teraz w Burdzie… bardzo ciekawe zajęcia. Sporo na jej temat słyszałam wcześniej i chyba raczej się potwierdziło bo doszłyśmy do wniosku, że jest raczej z tych bezlitosnych – trzymała tylko tych najlepszych. Sporo ciekawych rzeczy nam przekazała – o tym jak się robi dobrą okładkę, o współpracy redakcji z PRowcami, o tym jak In Style się pojawił w Polsce… narzekała bardzo na poziom dziennikarzy w Polsce, na nieprzestrzeganie standardów… generalnie nie miała zbyt dobrego zdania o środowisku
Poza zajęciami z KK mieliśmy jeszcze kilka godzin o marketingu wirusowym i szeptanym. Prowadzący jest niezłym ciachem i część dziewczyn do niego wzdycha… właciwie to “wzdycha” bo to żarty są wszystko
ale fakt faktem, że koleś jest atrakcyjny, wygadany, fajny głos… ogólnie fajny koleś. A co najlepsze piszę u niego pracę
i jak dzisiaj z nim gadałam to jednak się trochę speszyłam
Jedynym niepozytywnym wnioskiem, jaki wynoszę z moich zajęć, jest to, że tam sporo jakiś takich nierozumnych jest… czy może brutalnie mówiąc głupich (tak po prostu)… i to nie tylko ja mam takie wrażenie. dzisiaj skonfrontowałam opinię z jedną z fajniejszych tam lasek – ona też była podłamana nieco. Ale cóż – głupich nie sieją, sami się rodzą…
Książki nie zaczęłam jeszcze czytać więc nie wiem nawet kiedy będę mogła zacząć pisać… :/ mam nadzieję, że zapał mi nie minie i powstanie z tego coś fajnego…
Dwie godziny zmarnowane na oglądanie Tańca z gwiazdami ale przynajmniej Łukasz został więc smsy nie zostały wysłane na marne
) (pierwszy raz wysłałam smsa do TzG)…
attention, affection is what i really need…
kilka obserwacji z wczorajszego wieczora:
- czasami mam wrażenie, że wypiłam zdecydowanie za mało, żeby rozmawiać z moimi znajomymi…
- zespół w Hard Rock Cafe był całkiem fajny…
- zawsze zwracałam uwagę na męskie dłonie… ale teraz w pierwszej kolejności szukam na nich obrączki…