I wanna new me…

…let’s make it happen…

where do i begin…

obserwacja samej siebie to całkiem ciekawe przeżycie… szczególnie jak niektóre klocki zaczynają składać się w całość albo jest ktoś kto pomaga interpretować to co się pojawia… i nagle okazuje się, że mało rzeczy jest przypadkowych na tym świecie… że wszystko czemuś służy, do czegoś prowadzi i dzieje się z jakiegoś powodu… oczywiście to wszystko jest kwestią wiary i mniej racjonalnego pojmowania świata… dla mnie to coś nowego bo jednak do tej pory racjonalność była (jest) najważniejsza w moim postępowaniu… każde właściwie słowo, zdanie przestudiowane… każde działanie poprzedzone analizą… w sumie analiza i wnioski to jest to czym się na codzień zajmuję… w życiu prywatnym większość rzeczy muszę mieć zaplanowane… każda “aktywność” zapisana w kalendarzu… nawet piątkowe piwo z przyjaciółkami… oczywiście w moim przypadku nie jest to pozbawione sensu – zdarzało mi się umawiać z dwiema osobami na ten sam wieczór (z wrażeniem z tyłu głowy, że już coś chyba się wtedy dzieje innego). Teraz w kalendarzu zaznaczone są weekendy kiedy mam szkołę, spotkania z klientem, z mediami, wyjścia wieczorne… pozwala to uniknąć umawiania się w dwóch różnych miejscach ale jest też dokumentacją przeszłości…

czasami sobie myślę, że chciałabym być spontaniczna, beztroska… to jest to czego zazdroszczę np. Ani… ale z drugiej strony sobie myślę, że ja po prostu inaczej działam… lubię planować… i nie lubię jak potem ktoś ode mnie wymaga, żebym w ramach ćwiczenia spontaniczności i korzystania z życia rezygnowała z tych planów… wtedy pewnie pojawiają się pod moim adresem jakieś pretensje… ale cóż, ja mam prawo do tego, żeby sobie planować swoje wieczory i weekendy, prawda? i nawet jeżeli na weekend mam zaplanowane leżenie w łóżku… bo bywają dni kiedy bardzo mi tego brakuje i bardzo mi teg o potrzeba… kiedyś jeszcze na studiach, kiedy uczyłam się głównie nocami po pewnym czasie nie chciało mi się już spać ale właśnie tego, żeby sobie poleżeć :)

śniło mi się wczoraj, że wyjeżdżałam gdzieś i zgubiłam bilet lotniczy razem z paszportem… oczywiście zamieszanie, nerwy, złość itd… pomyślałam, że oczywiście jest to związane z tym, że rzeczywiście planuję wyjazd – do Londynu pod koniec maja i jestem na etapie podejmowania decyzji kupować bilety czy jeszcze trochę poczekać… dzisiaj dowiedziałam się, że może być jeszcze inne znaczenie… zgubione dokumenty i konieczność wyrobienia nowych mają oznaczać tworzenie nowej tożsamości… nazwa mojego bloga i interpretacja snu są nieco zbieżne, prawda? może to jest właśnie dowod na ten brak przypadku w życiu…

1 komentarz »

  Aśka wrote @

A dlaczego się w ogóle przeniosłaś?
Juź Ci się nie podobało na starym miejscu?
A w ogóle to myślę sobie że masz depresję zimową, która to się skończy soon!!!
I sie nie zmieniaj, bo jesteś sobą, jesteś fajna i ja Cię lubię. I jeszcze 200 innych osób też Cię lubi i szanuje!!!


Twój komentarz

HTML-Tags:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>