I wanna new me…
…let’s make it happen…Archiwum dla kwiecień, 2008
when your mind’s made up…
przez pół godziny słuchałam tej samej, zapętlonej piosenki… “If you want me” ze ścieżki dźwiękowej do filmu Once… większość piosenek na tej płycie bardzo mi się podoba ale te śpiewane przez Marketę Iglovą jakoś trafiają do mnie najbardziej… teksty są o niespełnionej w jakiś sposób miłości… ale to jak ona śpiewa… nawet mnie łzy w oku się kręcą…
piszę “nawet mnie” bo zauważyłam ostatnio, że nie potrafię płakać… jak cameron diaz w Holiday (tylko ja nie wyglądam tak jak ona)… nie płaczę chociaż czasami mam na to ochotę… cały ten proces w moim przypadku sprowadza się do wilgotnych oczu i drżącej brody… ani jedna kropla po policzku nie spływa… oczywiście, tak jak dzisiaj, pojawia się natychmiastowe pociąganie nosem… tych łez czasami w oczach jest trochę więcej ale i tak nic się stamtąd nie uwalnia…
dzisiaj przytrafiło mi się to kilka razy… w autobusie (dziękować temu kto wymyślił ciemne okulary) i po powrocie do domu kiedy to krzątając się po mieszkaniu i próbując je jakoś ogarnąć wsadzałam sobie w nos chusteczkę…
a skąd to? a z wracających upiorów, uciskanych normalnie głęboko w szafie świadomości… czasami wychodzą takie co to ich nikt widzieć nie chce… ani wierzyć, że istnieją… takie co to się wie, że banalne i że głupie a jednocześnie ma się świadomość, że tak mocno się trzymają i puścić nie chcą… i nawet wstyd się do nich przyznać bo takie trywialne i naiwne…
to takie, które pojawiają się nieproszone… takie, które zawierają w sobie dużo zazdrości… takie, które odzywają się w określonych sytuacjach i podkreślają w jak bardzo odmiennej sytuacji jestem ja… takie, które szepczą prosto do mózgu myśli, których słyszeć się nie chce… myśli, w które wierzyć się nie chce… myśli, po których przyjęciu wiele rzeczy traci sens a inne wybijają się na czołówkę…
i wtedy zaczyna się praca nad wepchnięciem ich znowu głęboko… chyba już nawet nie ma ułudy, że można się od nich odciąć… są jak pajęczyna, która zawsze gdzieś sobie zostawi jedną niewidzialną nić… nie jestem nawet świadoma jej istnienia do momentu ponownego pojawienia się upiora…
tu nawet wódka nie pomaga… nie pomaga tym bardziej to, że się skończyła…
if you want me, satisfy me…
tak się zbieram do tego pisania jak pies do jeża… dużo myśli mi lata po głowie ale jakoś nie mogą znaleźć ujścia…
może w weekend się uda?