I wanna new me…

…let’s make it happen…

Archiwum dla lipiec, 2008

you are all my children now…

za mną 3 dni zabawy, muzycznego święta jakim jest festiwal Heineken Open’er. Powiedzieć, że było rewelacyjnie to trochę za mało. Wybawiłam się naprawdę nieźle. I co ważne – w mig zapomniałam o pracy, ani jednej myśli na ten temat. Z resztą, nie tylko ja miałam taką służbową pustkę w głowie.

Nie byłam tam sama, mieliśmy zroganizowany wyjazd ale pojechaliśmy samochodami. W jednym Anula i ja, w drugim Rafał z kolegami. Wszyscy trzej panowie (a dwaj na pewno) w ciągu tych trzech dni zapracowali na nowe ksywki, a w sumie jedną wspólną – “chlorki”. Jedyny moment kiedy widziałam ich trzeźwych w piątek rano a rozstawaliśmy się w poniedziałek wczesnym rankiem…

W między czasie zaliczyliśmy kilka naprawdę niezłych koncertów – w piątek Roisin Murphy, w sobotę Jay-Z, Erykah Badu, w niedzielę Goldfrapp, Massive Attack, Chemical brothers… nie udało mi się niestety dotrzeć na żadną inną scenę, jakoś coś ciągle po drodze wypadało…

Pierwszy raz byłam na heinekenie i na pewno nie ostatni :) jedna na razie nauczka z tegorocznego wyjazdu – trzeba jechać z ludźmi, którzy mają taki sam cel czyli festiwal. Jechanie z kimś kto nie jest tym zainteresowany trochę nie ma sensu bez względu na to jak fajny by ten ktoś był i jak lubiłoby się spędzać nią/nim/nimi czas :) Mieliśmy kilka spięć z tego powodu, ja strzeliłam focha ale uważam, że nie był to foch bezpodstawny – Rafał moim zdaniem kilka razy przegiął (np. nazywając nas głupimi pindami albo blondynkami). Koledzy dwaj byli w sumie głównie śmieszni i pocieszni – w sumie to trochę słabo nas znają.

Było naprawdę super chociaż wydaje mi się, że z Anią byłyśmy kilka razy na granicy kłótni. Na szczęście do niczego dużego nie doszło. Ale następnym razem chyba nie pojedziamy już tam razem, głównie dlatego, że Ani się tam jednak średnio podobało a mnie jak widać po opisie - bardzo ;)

Ania zrobiła jedną rzecz, która lekko mnie wkurzała – wymyśliła i oświadczyła nie tylko mnie, że jeden z chlorków na mnie leci.. Wszystko jedno czy to prawda czy tylko wymysł nie było potrzeby oznajmiania tego koleżance albo co gorsza samemu chlorkowi i jego kolegom. Chlorek się lekko zmieszał, wybąkał coś o braku chęci na związek i na tym się prawie skończyło. Prawie bo jeszcze kilka razy była z tego śmiechawa. Ja jakoś się nie śmiałam bo było mi głupio, strasznie głupio i wydawało mi się, że przyjdzie im do głowy, że to ja jej coś mówiłam na ten temat i że to ja napieram na niego (a tak nie było). Nie wydawało mi się też żeby on miał coś do mnie… Gdyby leciał to by poleciał ale skoro nie poleciał to nie leciał…

(no dobra, przez pół dnia czekałam dzisiaj na sms’a. sms nie przyszedł więc ja już nie czekam)