I wanna new me…

…let’s make it happen…

nowy rok, ja o rok starsza… czas płynie i nie zależy to zupełnie od nas więc nie należy się tym przejmować za bardzo ani złościć się na kalendarz, że kartki kolejne gubi… chyba nawet nie chciałabym, żeby czas się zatrzymał… mam teraz całkiem fajny okres – rozwijam się zawodowo, duchowo, emocjonalnie… tak trochę składam się powoli do kupy bo do tej pory to chyba każda część mojego jestestwa bujała się samodzielnie… powoli zaczynam stanowić całość…

do pełni szczęścia brakuje mi zapewne miłości ale i ona pewnie kiedyś się pojawi… czekam na nią cierpliwie…

napisałam wyżej o rozwoju – jest też nowa dziedzina w moim życiu, w której zaczynam próbować moich sił – gotowanie. Do tej pory jakoś specjalnie mnie to nie pociągało i nie sądziłam, że to może być tak przyjemne i wcale nie jest trudne. Bałam się, że będzie to kolejne pole porażki. Zabawne jest to, że jest to w sumie przeświadczenie niczym nie umotywowane – nie zanotowałam do tej pory jakiś spektakularnych porażek. Jeżeli już za coś się biorę to wychodzi w miarę nie najgorzej :) oczywiście to co teraz napisałam jest niezłym kuszeniem losu i tylko patrzeć teraz jak coś się schrzani…

Tak naprawdę inspiracją do eksperymentów w kuchni była cała masa pięknie robionych stron internetowych, na których podawane są przepisy a dania pokazywane są na bardzo apetycznych zdjęciach. Impulsem była Marcizna i jej kulinarne sukcesy :) Do tej pory ugotowałam już m.in. kilka zup kremów, upiekłam udka kurczaka w glazurze miodowo-musztardowej, upiekłam kilka rodzajów muffinek a ostatnio nawet sernik. W sobotę przyjechali rodzice i zrobiłam łososia w jakimś egzotycznym sosie z ryżem. W sumie wyszło dobre, wszystkim smakowało ale ja doszłam do wniosku, że ryba to jednak nie jest danie dla mnie – wyjątkiem są produkty smażalni nad morzem, tam ryby smakują inaczej.

W sobotę też zawrty został zakład o to kto więcej schudnie do końca lutego. W zakładzie uczestniczą moja mama, młody i ja. Pula to w sumie 600 zeta – po 200 od każdego – i została już zdeponowana na koncie taty. Z doświadczenia wiem, że takie zakłady mnie motywują więc mam nadzieję wygrać i tym razem :) tak więc wczoraj rozpoczęłam kolejną dietę. Mam zamiar w końcu doprowadzić swoje ciało do porządku. Szczególnie, że w tym roku szykują mi się dwa śluby i wesela – pierwsze na początku lipca, drugie 1. sierpnia. A jak dobrze pójdzie to i trzecia uroczystość się gdzieś wpasuje. Muszę więc do tego czasu ładnie wyglądać :)

Poza tym przy okazji wyjazdu do NY chciałabym sobie tam trochę ciuchów kupić i to niekoniecznie takich w rozmiarze XL…

A teraz idę już spać bo dzisiejsze poranne zerwanie się na basen przed pracą nie wpłynęło jakoś mega pozywnie na moją formę przez cały dzień…

Żadnych komentarzy. »

Twój komentarz

HTML-Tags:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>