zaczynam się zastanawiać czy ja nad wszystkim panuję i boję się, że dojdę do wniosku, że przestaje… nie wiem z czego to wynika… czy jestem tak wrażliwa na przeszkody, które mnie spotykają? błaha sprawa – trudny klient… nie pierwszy przecież mój klient ale ten jest jakiś wyjątkowo wymagający i czepliwy… dzisiaj cały dzień bujałam się z kampanią radiową za jakieś niezbyt wielkie pieniądze… strach przed nim i przed szefową, która wydawała się prowadzić mnie za rączkę przeraża mnie… przecież to nie jest dla mnie pierwsza kampania a wychodzę na osobę niedoświadczoną i nie panującą nad sytuacją… kiedy na koniec dnia zbliżyłam się z wskaźnikami do tych wymaganych okazało sie, że długość kopii jest nieodpowiednia… i rano trzeba wszystko przeliczać od nowa… i to pytanie ‘czy zmiana długości kopii była przedyskutowana z klientem?’ zadane takim tonem… uhhhh, znowu będzie to moja ostatnia myśl przed zaśnięciem :/
zadzwonili dzisiaj z flysiesty, że został odwołany mój lot z Brukseli do Warszawy i że mam skontaktować się z AA, żeby zabukować jakiś inny… tydzień temu okazało się, że lecę jednak sama do NY bo A. ma problem z pracą… muszę jeszcze znaleźć jakiś nocleg a to jest nieco trudniejsze dla jednej osoby…
kiedy patrzę na stan mojego konta jestem przerażona… obmyśliłam plan panowania nad finansami i od dzisiaj wcielam go w życie… za kilka tygodni/miesięcy sprawdzimy jak to działa…
mój kredyt hipoteczny jest droższy teraz niż pół roku temu… bank nie chce obniżyć oprocentowania mimo tego, że bank szwajcarski obniżył znacznie stopy %… nawet nie czytam petycji stosowanych do banku przez bardziej rzutkich konsumentów… o przyłączeniu się do nich nawet już nie wspominam…
w weekend wymieniłam w końcu końcówkę od prysznica na mniej skomplikowaną i teraz w końcu woda leci tak, że kąpiel znowu sprawia mi przyjemność…
na basen udało mi się dotrzeć raz… raz od początku stycznia – prawda, że wyczyn niesamowity? czy jutro uda mi się wstać?
dzisiaj przyszły nowe staniki… kiedy patrzę na siebie w lustrze i widzę wszędzie te wałeczki to szlag mnie trafia… i nie robię nic, żeby to zmienić… po głowie chodzi mi myśl o bieganiu, o chodzeniu na dłuższe spacery, ćwiczenia codziennie chociaż po 30 minut… i na tych myślach się kończy… a potem wściekam się na siebie jeszcze bardziej – bo jestem gruba a nic z tym nie robię…
boję się… boję się, że to co myślą wszyscy o mnie nie okaże się prawdą… że wcale nie jestem dobra w tym co robię… że się nie nadaję… że tak naprawdę to jestem głupia…