Być może mój brat będzie miał dziecko. Być może bo to domysły na razie wysnute z informacji, że coś się dzieje (i to niekoniecznie dobrego). Zamiast się cieszyć (jak w przypadku każdej innej osoby pewnie), nieco mnie ta informacja przeraża. A najgorsze jest to, że nie umiem jeszcze nazwać przyczyny. Czemu tak się czuję? Muszę znaleźć odpowiedź na to pytanie – bez tego nie rozwiążę problemu.
To przecież normalne, taka kolej rzeczy – ożenił się, teraz się wziął za dziecko… Co w związku z tym mi się nie podoba? Czy ma na to wpływ fakt, że jest ode mnie młodszy? Że wszystko idzie u niego tak jak po sznurku, jak w normie w książce zapisanej? Że pewna ‘przestrzeń’ się nie powiększa a może pojawi się w niej kolejna osoba? Właśnie sobie w myślach rozrysowałam to na grafie, takim a’la drzewo genealogiczne – jedna strona się nieźle rozrasta, po drugiej jestem sama. Ale przecież ja nie jestem wcale sama – mam znajomych, przyjaciół, z którymi spędzam dużo czasu. Rozwijam się, szukam nowego, poznaję… ‘Problem’ w tym, że tych znajomych i przyjaciół do tego grafu nie przyczepię, nie dorysuję, to jest na kolejnych wartwach. A przecież to czego nie ma na stronie głównej może zniknąć – czasem wcale nie złośliwie, po prostu tak się życie toczy. Jeżeli inni rozwijają swoje grafy to zdarza się, że blekną na innych. A mamusia powtarzała przecież, że znajomi się pożenią, za mąż powychodzą, dzieci urodzą i nie będą mieli już czasu ani ochoty na towarzyskie spotkania. A ja wtedy zostanę sama…
I to jest chyba miejsce, żeby zastanowić się nad tym co rodzice mówią swoim dzieciom. Czy myślą czasami nad emocjonalnymi konsekwencjami swoich ‘mądrości’? Nie wiem jak się potoczy moje życie i losy moich znajomych przyjaciół ale czy moja mama musiała mnie faszerować tym swoim twierdzeniem? Co osiągnęła? – mój lęk, że moi znajomi rzeczywiście wszyscy się odwrócą frontem do swoich spraw a na mnie się wypną. Czy tak będzie – nie wiem tego przecież. Może tak się stać z przyczyn naturalnych, obiektywnych ale ja już czekam, spodziewam się i boję tego odrzucenia.
To chyba dlatego ten rozrastający się po jednej stronie rysunek tak mnie niepokoi. Jeżeli to jest przyczyna to teraz już powinno mi być spokojniej. I jeżeli tak będzie to zdecydowanie częściej powinnam tu zaglądać.
Jak trwoga to do bloga…

1. nie zwalaj na Mamę. Ty decydujesz, co Ciebie boli, a co nie. Nie można mysleć, że “Mama mi tak mowiła, więc teraz ja tak myślę”, tylko wyrabiać sobie własne opinie i zmieniać złe nawyki. Zdałaś sobie sprawę, skąd się bierze takie Twoje myślenie, teraz je zmieniaj
. W tym kraju imperatyw bycia żoną czy matką jest silny. Wiele kobiet dąży do małżeNstwa i macierzyństwa, a potem wychodza za mąż za niewłaściwych gości, którzy są niedobrymi ojcami. Moim zdaniem dużo gorsze jest życie BEZ miłości, bez ciepłych uczuć względem innych ludzi (którzy wcale nie muszą być naszymi mężami, czy dziećmi. Chociaż na pewno fajnie, gdy nimi są
)
2. pamiętaj, że o jakości Twojego zycia nie decyduje to, czy masz dzieci, czy nie i czy masz wielu przyjaciół “zajmujących się Twoimi sprawami”. To ważne elementy, ale nie jedyne. Można być nieszczęśliwym rodzicem, czy samotnym w małżeństwie. A w ostatecznym rozrachunku i tak każdy przede wszystkim zajmuje się własnymi sprawami. I trudno, żeby było inaczej
3. Bycie samej to nie grzech
4. Jeżeli nie dorysujesz grafu, nic się nie stanie! a jeżeli ktoś nie będzie miał ochoty na towarzyskie spotkania, bo założył rodzinę, to co to za przyjaciel??
5. Nigdy nie zrozumiem tego internetowego ekshibicjonizmu, ale – jak widzisz -dostosowałam się do formy. Powodzenia! Pierwsze kroki za Tobą